Brama jeszcze stoi
Brama prowadząca na teren byłego majątku w Starej Kraśnicy* robi nadal ogromne wrażenie, mimo tego, że jest to „trwała ruina”, podobnie jak zrujnowane budynki obu kraśnickich pałacy. Na pewno należy je obejrzeć, niestety tylko z daleka, z powodu braku możliwosci wejścia na teren będący własnością prywatną.

Jak było tam kiedyś? Renesansowy pałac, jedna z największych i najnowocześniejszych rezydencji w tej części Śląska, powstał w 1622 r. z inicatywy ówczesnej właścicielki Margarety Schlewitz ( z d. Schweinichen, ze Świn). Prace budowlane przypisuje się architektowi Adalbertowi, którego przywiózł z Włoch Johann Sigmund von Schweinichen. Tenże przebudował zamek w Świnach. Przy pałacu powstały duże zabudowania gospodarcze, wśród nich kamienny młyn, browar, kuźnia. Kolejni, po von Schweinichenach, właściciele majątku nie zadbali należycie o pałac, który pod koniec XIX w. był opuszczony i zaniedbany. W 1902 r. wzniesiono obok niego nową siedzibę – okazałą dwukondygnacyjną willę-pałac z poddaszem mieszkalno-użytkowym i okrągłą wieżą, zakończoną blankowaniem. Po II wojnie służyła na cele mieszkalne i biurowe dla ulokowanego w byłym majątku PGR.

Wtedy także odrestaurowano stary – renesansowo-manierystyczny pałac, zachowując 2/3 wyglądu z pierwotnej XVII-wiecznej wersji. Przebudowano wschodnią partię, niszcząc całkowicie jego układ funkcjonalny. Stara część pałacu, obejmująca stronę zachodnią, oraz sień i klatkę schodową jest dwupiętrowa,wschodnia XIX-wieczna posiadała tylko jedno piętro. Na widokówkach widać jeszcze dach spadzisty, zamieniony potem na płaski. W tamtych czasach stary pałac był niezamieszkały, a w majątku rezydowali tylko dzierżawcy. Na pobliskim stawie urządzono – dla przyciągniecia turystów – kąpielsko, pływały nawet po nim gondole. Woda odprowadzana ze stawu poruszała koło młyna. Założenie pałacowe otaczał mur obronny z 1622 r. o wysokości 2.5 m i grubości 116 cm. Zachował się jego fragment z basteją obronną, zwieńczoną blankami i ze strzelnicami. Prawdopodobnie na terenie majątku był XIX -wieczny park, ale obecnie jest zarośnięty, nieużytkowany. Ze względu na dużą wartość zabytkową pałacu, powstało w 1970 r. „Pałac w Starej Kraśnicy Opracowanie architektoniczne”, autorstwa Ewy Różyckiej-Rozpędowskiej z Politechniki Wrocławskiej. Zawiera ono bardzo dokładny opis ówczesnego wyglądu zabudowań pałacowych, bramy, młyna, budynku gospodarczo-mieszkalnego i przede wszystkim samego pałacu. Wtedy jeszcze stwierdzono, że obiekt ten nadaje się do konserwacji, a nawet odbudowy. Nigdy to jednak nie nastąpiło… Wspomniana na początku brama wjazdowa składała się z dwóch części: dla jezdnych i dla pieszych. Na cokole attyki bramy jest data 1622 i nazwisko fundatorki pałacu. Po obu stronach są jeszcze herby: z przodu von Schlewiztów i Schweininchenów, a z tyłu von Reibnitzów i von Rothkirchów. Pałac zbudowano na rzucie prostokąta o wymiarach 22,70 x 30,70 m z sienią na osi, klatką schodową i dobudowaną wieżyczką z werandą, w części górnej drewnianą. Jest jeszcze zachowany jej fragment. Dobudowana w XIX w. część wschodnia była jednopiętrowa. W części zachodniej były apartamenty mieszkalne, w środkowej sień, schody i korytarz, a we wschodniej kuchnia na parterze, duża sala i dwa mieszkalne pomieszczenia. Sklepienie sieni, częściowo zawalone w 1966 r. zdobiły sztukaterie z motywami roślinnymi, główkami lwów i aniołków. Zachowały się one jeszcze w 1967 r. w jednym z pomieszczeń na parterze i od 1970 r. ich fragmenty są przechowywane w Muzeum Architektury we Wrocławiu. W tymże roku były jeszcze zachowane schody z piaskowca prowadzące na piętro. W pozostałych pomieszczeniach były stropy drewniane. Jedno z pomieszczeń w korytarzu w piwnicy było zamknięte drzwiami pancernymi. Całe opracowanie zawiera mnóstwo szczegółów architektonicznych, które potwierdzają, że była to ogromna, dopracowana w szczegółach budowla i wielka szkoda, że nie zachowała się do naszych czasów w całości.

Udało mi się jednak odnaleźć kilka osób, które pamiętają zabudowania pałacowe z czasów, gdy działało na tym terenie Państwowe Gospodarstwo Rolne.
Pan Józef Jaskólski mieszkal kiedyś w Dolnym Sokołowcu i pracował tam od 1956 do marca 1968 r. w PGR. Pamięta, że było ono pięknie utrzymane, a pałac był po kapitalnym remoncie. Niestety, został on zniszczony po likwidacji PGR. 1 marca 1968 r. przeniósł się do Starej Kraśnicy. Opowiada: „Tam były dwa pałace: ten z tyłu – z basztą (mówiono na niego willa) spalił się w 1996 r. – podobno z winy niesprawnej elektryki. Właściciel (ten sam, który miał pałac w Górnym Sokołowcu) chciał go wyremontować po pożarze, ale nie dostał pieniędzy z ubezpieczenia na remont. W pałacu na dole były biura PGR, pokój gościnny, duża sala, która służyła na zabawy i jako stołówka dla dzieci. W okrągłej wieży miał zawsze swoje biuro – z wejściem schodami na górę – kierownik albo dyrektor. Ten pokój ocalał przed pożarem. Mówiono, że to jakiś cud. Po lewej stronie była łazienka. Na górze mieszkały 3 rodziny. Oni potem dostali mieszkania w Świerzawie. Posadzki były wyłożone kafelkami. Na sufitach było wymalowane niebo i jaskółki. Przed wojną w budynku po lewej stronie przed bramą były stajnie dla koni, a na górze składowano siano. Po wojnie pierwsze piętro zburzono, a dół zamieniono na komórki. Do przedwojennego właściciela pałacu należał także staw, teren obecnego stadionu i basen. Od bramy ciągnął się dookoła mur. W małym budynku po lewej była kuźnia. Zburzono fragment muru obok bramy, żeby na teren PGR-u mogły wjeżdżać maszyny rolnicze. Na tym budynku z przodu, który się potem zawalił, wystarczyło tylko zmienić dach. Czasem rozmawiałem o tym ze starszym człowiekiem – nazwiskiem Robak, który był Niemcem i został po wojnie w Starej Kraśnicy. On mieszkał – przed wojną i jeszcze za czasów PGR w tym pałacu, który się spalił. Potem wyjechał. Z tego drugiego pamiętał napis „Ackermann” na ścianie po lewej z przodu i herby nad wejściem. Napis był złoty, ale został skuty. Mieszkało w nim kilka rodzin. Na górze była duża sala z parkietem na posadzce. Po obu jej stronach były małe pokoje. Schody na górę były z piaskowca. Ja mieszkałem w domu przylegającym do lewej strony bramy na pierwszym piętrze. Pracowałem jako traktorzysta i kombajnista. To było duże przedsiębiorstwo, obejmowalo Rzeszówek i Starą Kraśnicę. Pracowało w nim ok. 100 osób, było 60 ciągników, 2 tys. sztuk bydła i 2 000 ha pola. Wybudowano 7 jałowników na 1000 sztuk w Rzeszówku, a w Starej Kraśnicy obory na 600 sztuk i 400 cielaków oraz stodoły. Mieliśmy własny agregat do prądu i warsztaty. Dla pracowników wybudowano 6 bloków mieszkalnych i 6 domków jednorodzinnych.”

Inny mieszkaniec domu po prawej stronie bramy pamięta z dzieciństwa, jak biegał z kolegami po piwnicach pałacu, gdzie znajdowaly się jakby cele – przedzielone ściankami z ażurowej cegły – może areszt, a do jednego z pomieszczeń prowadziły ciężkie, pancerne drzwi. Pewnego razu zastali je otwarte, a w środku było mnóstwo różnych dokumentów. Gdy sprowadził się do Starej Kraśnicy w 1964 r. z rodzicami, którzy pracowali w PGR, to na piętrze były jeszcze piękne drzwi wejściowe i parkiety na podłogach. Wystarczyłoby tylko naprawić dach. Do pałacu z wieżą chodził do świetlicy – na odrabianie lekcji i poczęstunek dla dzieci (chleb i mleko).

Pan Wiktor Rachwał był wieloletnim kierownikiem PGR ( po poprzednim dyrektorze – Dudku) – od 1969 roku do jego likwidacji w 1995 roku. Mówi, że „W pałacu z basztą na parterze po prawej były biura i moje trzypokojowe mieszkanie, w suterenie było dwupokojowe mieszkanie. Na górze mieszkali księgowa, zootechnik i jeden emeryt oraz był mały pokój dla gości. Moje biuro było w baszcie. Nie wolno nam było niczego w pałacu przebudowywać i zmieniać. Dostaliśmy zgodę od konserwatora z Jeleniej Góry jedynie na wymianę zniszczonego łupka na dachu wieży na blachę ocynkowaną. Na parterze była drewniana podłoga, w pokojach i w świetlicy parkiet, schody i drzwi też były drewniane – oryginalne poniemieckie. Z czasem założyliśmy centralne ogrzewanie i zrobiliśmy łazienki. Działał klub „Ruch”, na telewizję przychodziła młodzież ze Świerzawy. W świetlicy organizowaliśmy zabawy, np. noworoczne, choinkę dla dzieci z paczkami i Mikołajem. Przed biurem założyliśmy skwer ozdobny. Ten drugi budynek, tzw. „Ackermann” był już zawalony, gdy ja przyszedłem do pracy. Podobno w czasie wojny produkowano tam amunicję. Trzy lata byliśmy samodzielnym gospodarstwem rolnym, potem powstał kombinat, mnie podlegał Rzeszówek. My, Nowy Kościół i Rząśnik podlegaliśmy pod Wojcieszów.”

Pan Zygmunt Kania zajmuje od lat 80. jedno z siedmiu mieszkań na piętrze dawnego browaru, będącego częścią dawnych zabudowań pałacowych. Pan Zygmunt ma od lat widok na budynki pałacowe, niedawno w dużym zawaliła się drewniana weranda. Jego żona pamięta duże okrągłe urządzenie w holu pałacu. Był to prawdopodobnie magiel, ale starsi mieszkańcy mówili, że to maszyna do produkcji amunicji. Brama jeszcze stoi, ale nie wiadomo jak długo. Mieszkania zostały wyremontowane przez grupę budowlaną kombinatu. Była tam restauracja, do której windą wwożono z piwnic beczułki z piwem. W tej chwili winda jest zabudowana. Na dole są resztki wąskich torów, po których wtaczano beczki do windy. W przepastnych piwnicach produkowano i składowano gotowy produkt. Zachował się jeszcze duży, kamienny basen z datą 1744, prawdopodobnie do płukania beczek. Miałam okazję zejść po stromych schodach z piaskowca i zwiedzić piwnice dawnego browaru. Łatwo sobie można wyobrazić, jak wyglądało to miejsce w latach świetności.

Zaintrygowała mnie w wypowiedziach moich rozmówców wielokrotnie pojawiająca się nazwa „Ackermann”. Poszperalam w archiwach i dotarłam do tego, że Karl H. Ackermann był ostatnim, przedwojennym wlaścicielem zespołu dworskiego. W materiałach Biura Informacyjnego W. Schimmelpfenga z lat 1941-1943 (Auskunftei – Wywiadownia) – taki ówczesny detektyw Rutkowski), specjalizującego się w prześwietlaniu podmiotów gospodarczych ubiegajacych się o kredyt, znalazłam sporo informacji o nim i jego działalności. Ackermann urodził się w 1893 roku, żonaty, dwoje dzieci. Do 1919 r. był kierownikiem biura sprzedaży Brown Boverie & Company w Berlinie. Był z wykształcenia inżynierem elektronikiem, założył ok. 1926 r. swoją fabrykę elektrotechniczna i przeniósł ją 1.10.1941 r. z Berlina do Starej Kraśnicy. Na zakup tamtejszego majątku wydał 31 tys. marek i otrzymał kredyt w wys. 10 tys. pod hipotekę, jako wypłacalny, rzetelny kredytobiorca. Podczas wojny w budynku pałacu, w przybudówce, działał zakład (Elektronische Spezialfabrik) produkujący, prawdopodobnie, części do samolotów na cele wojskowe, zbrojeniowe, dlatego właściciel nie udzielal szczegółowych informacji o rodzaju produkcji objętej tajemnicą. Zatrudniał w nim 20 pracowników, a oprócz nich w latach 1941-43 Ackermann – Gefolschatsfheim zatrudniał 275 cywilnych robotników przymusowych. Znajduje się on na liście przedsiębiorstw, które miały zyski z pracy przymusowej w czasach nazizmu. Jakie były powojenne dzieje Karla H. Ackermanna, niestety nie wiemy, ale jego nazwisko przewija się we wspomnieniach mieszkańców Starej Kraśnicy, ze względu na dlugo zachowany napis na ścianie pałacu, będącego miejscem ich zabaw w dzieciństwie.

I jeszcze jedna ciekawostka na temat pałacu. Marek Wrzesiński w swojej książce „Pałace na Dolnym Śląsku w służbie III Rzeszy” odkrywa tajemnice Alt Schönau (Starej Kraśnicy), w której już w 1932 r. planowano założenie szkoły sportowej dla ok. 200 młodych ludzi, tzw. Führerschule”, szkolącą przywódców sportowych. Napisano o niej, opisując system szkolenia, w „czasopiśmie „Beobachter im Iser-und Riesengebirge“.

Nie jestem wprawdzie historykiem z wyksztalcenia, raczej z zamiłowania, ale uważam, że poznawanie świata powinniśmy zaczynać od najblizszego otoczenia. Sprawdza się w ten sposób powiedzenie Stanisława Jachowicza: „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”.

Wioleta Michalczyk
*Artykuł Czesława Leśniaka o Starej Kraśnicy ukazał się w Echu Złotoryi nr 9 z 2011 r.
